Bo pewnie jest brudasem – trochę o tolerancji.


Zawsze zastanawiałam się skąd w ludziach bierze się ta wrogość w stosunku do ludzi innych ras, czy orientacji oraz narodowości. Ciężko jest mi to zrozumieć, bo sama należę do osób bardzo tolerancyjnych. Nie miałabym problemu, żeby pójść do lekarza, który byłby czarnoskóry, czy uczyć się w szkole, gdzie jeden z nauczycieli byłby homoseksualistą. Jedyny brak tolerancji występuje u mnie gdy mam do czynienia z osobami właśnie nietolerancyjnymi. Chciałabym zrobić coś by pokazać tym ludziom, że wszyscy przecież jesteśmy ludźmi. Tak samo czujemy, boimy się i przeżywamy wszystko, a mimo to nadal zauważyłam, że wiele osób traktuje tą odmienność jako coś nieludzkiego, myślą sobie, że przecież powiedzenie Ty czarnuchu albo spadaj pedale wcale nie zaboli. A te osoby też czują. Szczerze mówiąc to nie jestem pewna z czego to może wynikać. Jednak kiedyś czytałam pewną książkę Kevina Brooksa - Lucas i wtedy trochę przemyśleń przyszło mi na myśl. Może ludzie po prostu się boją czegoś co jest inne, niż oni. Może ta odmienność powoduje to, że się boją i bronią poprzez atak. Wiem, niczego nie zmienię, nie wpłynę na ludzi, ale mimo wszystko fajnie gdyby ktoś w końcu zrozumiałam, że wszyscy jesteśmy ludźmi, bez względu na to jak wyglądamy i skąd jesteśmy.

Z każdym krokiem czy łykiem czuję, jak mnie ubywa, jest mnie coraz mniej.


Niby gdzieś zmierzamy, ale stoimy w miejscu. Sparaliżowani strachem związanym z kolejnym ruchem. Przyszłość trochę przeraża, jest bliska, a nie każdy jest na nią gotowy. Fajnie byłoby pozostać w teraźniejszości, bardzo lubię jej smak. Szkoda, że jest taki jednostajny. Bo czasem miło jest też poznać coś nowego, zawsze to jakieś ciekawe doświadczenie, coś innego niż rutyna, z którą przyszło nam żyć na co dzień. Czy lepiej więc ruszyć ze świadomością, że wiele może się zmienić, czy pozostać w tym samym wręcz chorobliwie nudnym miejscu?

Przyszłość to taka niepewna rzecz.


Ostatni raz pisałam coś tutaj prawie siedem miesięcy temu. Spory kawałek czasu jak dla mnie. Może dlatego, że wiele się zmieniło? Kończę liceum i przygotowuję się do matury mimo dużej ilości przeciwności losu, na które wpływ miało moje lenistwo i brak motywacji. Teraz mam za swoje, no ale nic, dalej trwam i mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Ponoć nadzieja matką głupich, ale cóż mi pozostaje innego? Sama sobie naważyłam piwa, zaniedbując wiele spraw i szybko rezygnując z podjętych działań. Nie mam zielonego pojęcia jak przetrwam czas do matury. Inaczej wygląda sprawa gdy coś złego nadchodzi niespodziewanie. Jednak gdy wiesz co Cię czeka to z początku myślisz sobie ”No ok, dam radę”,a potem jest zupełnie inaczej, gorzej. Czujesz stres i masz tą świadomość, że usłyszysz coś złego, coś co Cię zasmuci i Ty to wiesz, ale mimo wszystko ciężko się z tym pogodzić. Zazdroszczę ludziom, którzy ciężkie i raniące słowa przyjmują na klatę, ja nigdy nie byłam takim typem. Wszystko zawsze odczuwałam bardzo mocno i emocjonalnie. Nie wiem co mnie czeka w przyszłości. Ludzie pytają jak sobie wyobrażam siebie za 10 lat, a ja nie wiem nawet co będę robić za 5 miesięcy. Nie czuję się pewnie ze swoją przyszłością, bo mam chyba te obawy, które doskwierają większości ludzi. Czy to co bym chciała robić ułoży się dla mnie pomyślnie? Ja wiem, że są różne opcje, że to nie koniec świata, ale mimo chce się tej szczęśliwej przyszłości. Nie wyobrażam sobie siebie w jednym miejscu. Nie jestem człowiekiem, który czuje się dobrze w stałości, z tą całą codziennością. Mogłabym tak żyć jakiś czas, ale nie na zawsze. Tyle, że ja nie wiem jak to wyjdzie, ale cóż to chyba pokaże czas.

.jak wielką różnorodność ma uczuć siła.


Zawsze zastanawiałam się jak wiele rzeczy mogą obejmować uczucia. Czy da się nimi obdarzyć miejsca i rzeczy? Czy może tylko część ludzką. Wydaje mi się, że sama nie zaznałam nigdy większych ludzkich uczuć, więc nie miałam na to zbyt dobrego wzoru. Zawsze jednak kochałam miejsca, naturę zwłaszcza. Sprawiało mi to wielką radość, zwiedzanie miejsc, zwłaszcza gór, tam staję się zawsze sobą i można dostrzec u mnie szczery uśmiech, który na co dzień rzadko się pojawia na buzi. Będąc w jednym miejscu czuję się zablokowana, ściśnięta, jednak na razie zmiana tej sytuacji jest niemożliwa. W przyszłości jednak wyobrażam sobie siebie podróżującą po całym świecie. Te wszystkie skały, woda, strumyczki, piękne kwitnące kwiaty i jabłonie napawa mnie radością. Dostrzegam piękno natury, która nas otacza, choć wiele ludzi traktuje ją obojętnie.

Czy moje uczucia są dziwne? Możliwe, ale zawsze tak miałam i szczerze mówiąc nigdy nie zamierzam tego zmieniać. To czyni mnie prawdziwą. Tylko wśród natury można dostrzec moją osobowość, w życiu codziennym szarość i rutyna rujnują mój charakter, przez co rzadko jestem w pełni szczęśliwa. Dlatego zamierzam zmienić swoje życie byle jak najszybciej. Może i bardziej powinnam skupić swoje uczucia i odkrywanie piękna w ludziach, ale jak na razie nie potrafię i nie mam powodów ku temu. Natura jest dla mnie lekarstwem na świat.

.nieuchronny zapach końca.

Nieuchronnie zbliża się dla mnie, jak i dla wielu z was kolejny rok szkolny. Niestety jest to moja ostatnia klasa, gdyż za parę miesięcy będę pisać egzamin życia i żegnać się z liceum oraz wieloma moimi przyjaciółmi na zawsze. Mogę przyznać, że to najlepszy dla mnie czas. Spędziłam tutaj wiele chwil, niektóre były dość stresujące, miewałam problemy mniejsze lub większe, przez które nie raz czułam, że moje życie traci sens, jednak pojawiały się też dni pełne światła, kiedy byłam naprawdę szczęśliwa i czułam, że żyje i mogę wszystko.

To tutaj poznałam prawdziwych przyjaciół, jednych znałam dłużej, ale dopiero w liceum zrozumiałam jak cenne te znajomości są, niektórzy pojawili się w moim życiu po raz pierwszy właśnie tutaj w liceum. I choć nie znamy się, aż tak długo to więź jaka nas połączyła będzie zawsze miała swoje miejsce w moim sercu. Nie ukrywam tego, że bardzo łatwo przywiązuję się do ludzi, więc być może mocniej to wszystko odczuwam, głównie dlatego czuję ból gdy myślę, że większości tych ludzi nie spotkam już nigdy w swoim życiu, a pozostanie mi tylko parę wspomnień, odżywających jakby były ponownymi wydarzeniami mającymi dopiero co mieć swoje miejsce.

Wydaje mi się, że liceum to także czas naszych zmian. Tutaj właśnie dorastamy i stajemy się ludźmi dorosłymi, bo w końcu wszystko nas kształtuje. Nauka, przyjaciele, po prostu szkolne dni. Nasze charaktery w końcu się kształtują właśnie dzięki temu czasowi, który spędzamy tutaj. Oczywiście mimo to nadal się gubimy, to ta część, która towarzyszyć nam będzie do końca życia, ale to właśnie te upadki kształtują nas na wspaniałych ludzi, z równie wspaniałymi marzeniami. Życzę więc wszystkim zaczynającym ostatni rok w liceum, czy po prostu szkole średniej, by uczynili go najlepszym rokiem życiem, bo to będzie podsumowanie wszystkiego co przeżyliście i właśnie wspomnienie tego roku pozostanie w waszych głowach na zawsze, przypominając wam jak i mi za być może piętnaście lat, jacy byliśmy mając te dziewiętnaście i zaczynając dorosłe życie.

.w górach jest wszystko co kocham cz.II.

Wczoraj wróciłam po spędzonych pięciu dniach w naszych polskich Tatrach. Szczerze mówiąc to zawsze jakoś bardziej pasowały mi Karkonosze, ale po tych pięciu dniach muszę przyznać, że Tatry mają w sobie coś o wiele bardziej magicznego, a z drugiej strony wydają się być bardziej tajemnicze, może to dzięki rodzajowi skały z jakiej są zbudowane, czyli z granitu w większości. Jako, że mieszkam trochę dalej od Zakopanego, to jechałam, aż 11 godzin do celu.

Choć Zakopane jest piękne i ma wiele plusów, to niestety muszę przyznać, że naprawdę bez samochodu poruszanie się po tym mieście, by dojechać do szlaków turystycznych jest bardzo drogie. Bus w tą i z powrotem i na samą jazdę przepada z 50-60 zł dziennie dla jednej osoby, jednak piękne szlaki są warte zainwestowania.

Pierwszego dnia mojego zaznajamiania się z Zakopanem ruszyłam w raz z rodzicami nad Morskie Oko, aby spokojnie móc się zaaklimatyzować. Choć pogodę zapowiadali nam złą to nad morskim okiem było naprawdę ok, pogoda idealna, ani gorąco ani zimno. Następnie od jednego z pracowników TOPR-u zaczerpnęliśmy informacje odnośnie szlaków i postanowiliśmy wybrać się do Doliny Pięciu Stawów. Po drodze spotkało nas niemiłe zaskoczenie w postaci Żlebu Żandarmerii, który musieliśmy przejść. Choć strach nas obleciał to nie doszło do żadnego wypadku, czyli nikt nie wpadł w przepaść. Chwilę później dopadł nas deszcz, który trwał około pół godziny, więc zamówiliśmy sobie w schronisku na Dolinie Pięciu Stawów gorącą czekoladę, której kupno odradzam. Z racji niezbyt już dobrej pogody przeszliśmy się tylko do Wodospadu Siklawa (największego w Polsce!), po czym ruszyliśmy w drogę powrotną.

Następnego dnia za cel naszej wycieczki wybraliśmy Giewont. Choć mówiłam rodzicom, że najlepiej będzie wyruszyć z Kuźnic, to oni uparli się, żebyśmy wyruszyli spod skoczni w Zakopanem. Już chwilę potem rodzice musieli przyznać mi rację, że trzeba było pojechać do Kuźnic, bo z Zakopanego przez Dolinę Strążyską nasza trasa stała się 3 godziny dłuższa i o wiele trudniejsza pod względem technicznym. Naprawdę odradzam tą drogę zwłaszcza z małymi dziećmi, ponieważ w dwóch miejscach musieliśmy nabyć chwilowe umiejętności wspinaczkowe. Jedno miejsce nazywało się Szczerbinka,  a drugiego nazwy nie pamiętam. W każdym razie po drodze zaszliśmy na Sarnią Skałę, gdzie warto się udać, bo widoki są piękne. A gdy już dotarliśmy pod Giewont,  znajdując się na Wyżniej Kondrackiej Przełęczy (1765 m.n.p.m) doszliśmy do wniosku, że musielibyśmy czekać ponad dwie godziny by wejść na szczyt Giewontu, a taka ilość ludzi na szczycie z pewnością nie była też bezpieczna, więc zdecydowaliśmy, że lepiej będzie zdobyć ten szczyt kiedy indziej z rana, kiedy nie będzie takiego tłumu i poszliśmy szlakiem w stronę Kuźnic.

Resztę dni spędzaliśmy na różnych szlakach, a opisanie ich zajęłoby mi bardzo dużo miejsca. Udało mi się jednak zdobyć Świnicę oraz Kasprowy Wierch (co nie jest wielkim wyczynem, wiem). Za rok mam nadzieję, że uda mi ponownie wejść na Rysy oraz wejść na Kościelec i przejść Orlą Perć, ale do tego czasu będę musiała trochę nad tym popracować, żeby nie skończyć na dnie jakiejś przepaści.

.nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym.

Każdy z nas go potrzebuje, wszyscy uważamy, że posiadamy go zdecydowanie za mało. Czas. Czym właściwie jest? Naukowo rzecz biorąc można rzec, że to po prostu jedna z wielkości fizycznych. Jednak w naszych sercach to coś więcej. Czas jest zbiorem mogących się zdarzyć jeszcze momentów lub tych, które są dla nas przeszłością, a jednak były jakąś częścią tego czasu.

W naszym świecie ciężko jest znaleźć ludzi, którzy są szczęśliwi, bo mają dużo czasu. Każdy powie, że chce więcej. Żyjemy na planecie, na której nie ma osoby, która mając jeden palec nie chciałaby wcale od razu całej ręki. Wszyscy w głębi serca jesteśmy pazerni właśnie na czas. Zaczynamy się oswajać z rzeczywistością, w której czas jest tak samo dużą jednostką zapłaty jak pieniądze. Płacimy swoim czasem będąc w pracy, czy ucząc się, nawet wy w tej chwili go tracicie czytając ten post. To proste. Najzwyczajniej w świecie wybieracie daną czynność i w ten sposób czas wam umyka.

Każdy ma wybór jak wykorzystać ten czas, który posiadamy. Nie powinno się więc narzekać, że nie mamy go, bo mamy bardzo dużo, jednak to od nas zależy jak go wykorzystamy. Czy ścigając szczęście i marzenia, czy też stojąc w miejscu i zmierzając do rutyny. Drodzy użytkownicy korzystajcie ze swojego czasu, stańcie się szczęśliwi, bo każdy na to zasługuje i KAŻDY powinien dążyć do spełnienia swoich marzeń, czas to jednostka, ale jakże ważna w naszym dużym świecie z tyloma pragnieniami.

.w górach jest wszystko co kocham.

Moja przygoda z górami zaczęła się pięć lat temu. Miałam wtedy trzynaście lat i choć dużo wcześniej byłam na szlaku, to dopiero wtedy stało się to moją pasją. Nie umiem wyjaśnić tego, jak to się właściwie potoczyło, ale tak po prostu gdy zobaczyłam te widoki oraz jak prowadzą szlaki to zaprało mi dech w piersi. Tyle można dostrzec będąc chociażby te 2000 m.n.p.m z zupełnie innej perspektywy.

Chodzi też o poczucie wolności, wyzwolenie się. Będąc tak wysoko i daleko od domu zupełnie nie myślę o tym co jest niżej, czuję się pozbawiona problemów i natrętnych myśli, które towarzyszą mi na co dzień. Generalnie będąc w podróży można się też nauczyć wiele o świecie. Poznać miejsca i ludzi, którzy je zamieszkują lub tych co tak jak ja przyjechali tu by oderwać się do rzeczywistości i zobaczyć coś pięknego. Dowiedziałam się jakie są zachowania na szlaku, na przykład każdy mówi sobie ”dzień dobry”, oczywiście każdy w swoim języku. Ludzie są mili i uśmiechnięci, zawsze Ci pomogą. Dzięki wyjazdom w góry nabrałam też doświadczenia. Kiedyś nie zważałam na warunki i ubierałam się nie do końca wygodnie lub nie brałam płaszczu przeciwdeszczowego, a potem leżałam chora w łóżku albo zwyczajnie padnięta. Teraz już wiem, że trzeba się odpowiednio ubierać. Oczywiście nadal popełniam błędy, ale z każdą taką podróżą je naprawiam.

Góry towarzyszą mi już długo i nie wyobrażam sobie bez nich życia.
A wy drodzy użytkownicy, też podzielacie moje zdanie, czy raczej należycie do miłośników morskich fal?

.nocą gryziemy z bólu ręce.

Czy jest noc dla większości ludzi? Jedynie jedną z pór, kiedy pewnie 50% z nas śpi, pogrążając się w sennych marzeniach lub koszmarach. Jest też pozostały procent osób. Dziewczyna zabawiająca się w klubie i chłopak kupujący jej drinka, matka martwiąca się o córkę, która powinna być pół godziny temu w domu, zakochana nastolatka myśląca o swojej miłości, lekarz ratujący czyjeś życie, stukająca obcasami ”przykładna żona”, która ”pracuje do późna”, a w rzeczywistości większość nocy spędza ze swoim szefem w biurze, niekoniecznie w sprawach biznesowych, być może to Ty drogi użytkowniku będący po drugiej stronie ekranu.

Noc mnie przeraża, a jednocześnie fascynuje. Podczas dnia opadam z sił, nie mam energii do życia, a nocą jakby wszystko się zmienia. Mam ochotę żyć, biegać, skakać, cieszyć się. Są też noce kiedy jestem jak większość tych ludzi nie będących pod płachtą sennego dziadka. Rozmyślam nad życiem i nad tym co mnie czeka w przyszłości, co się dzieje teraz i co powinnam zrobić. Przeglądam smsy, słucham muzyki i po prostu żyję.

Noc jest mistyczna, pełna tej tajemniczej aury. Tak ciemna jak i zakamarki naszych wspomnień, o których w dzień nie myślimy, będąc pod tą niewidzialną barierą ochronną. W nocy ona pęka, pozostawiając nas bezbronnymi, zupełnie nieodpornymi na przychodzące do nas myśli. Kiedy zachodzi słońce, znika jasność, jedynie gwiazdy dają jakąś poświatę. Jednak uważam, że niekiedy więcej rzeczy możemy dostrzec właśnie w ciemności, niż w jasności. Co prawda nasz zmysł wzroku działa lepiej za dnia, w końcu nie jesteśmy sowami ani wilkami, ale kto powiedział, że tylko dzięki oczom możemy coś zobaczyć?

A czym dla Ciebie drogi użytkowniku jest noc?